o festiwalu
Gardzienice, 12.09.2002 godz. 4:00
Było to 11 września 2001 roku. Między godziną siedemnastą a osiemnastą. Przemiłe spotkanie z Księżną Iriną na późnym lunchu w kawiarni hotelu Bristol. Byliśmy pogrążeni w rozmowie kiedy zadzwonił telefon z Niemiec. - Towarzyszący nam pan odszedł do hallu, wrócił po 5 minutach i przekazał rewelacje o World Trade Centre, o Pentagonie, niejasno o czwartym samolocie i o tym piątym, zagubionym, którego nieznany cel napawał jeszcze większa trwogą. "To oznacza alert w pakcie NATO i zawieszenie przelotów. Możesz nie wylecieć jutro z Warszawy" - powiedziałem do Księżnej.
"Koniec świata" - dodałem. "Ale zanim to nastąpi porozmawiajmy jeszcze o naszych sprawach" - odrzekła z właściwą sobie ciepłą, arystokratyczną manierą Księżna.
Potem był jeszcze jeden telefon. Podszedł do nas rezydujący w Hollywood kompozytor. Nie mógł połączyć się z Los Angeles.
Potem jeszcze jeden telefon.
I już nie sposób było dłużej rozmawiać "o naszych sprawach".
Nie było już żadnych "naszych spraw".
O osiemnastej nie smakował lunch i nie smakowały słowa.
Popędziliśmy do swoich telewizorów. Ulice w Warszawie opustoszały.
Dokładnie rok później 11-go września 2002 w trakcie rozmowy telefonicznej tuż po osiemnastej Księżna przypomniała tamten dzień, tamtą rozmowę i pożegnalne zdanie:"świat już nie będzie taki sam".
"Ale przyjaciele powinni być sobie bliżsi" - odrzekłem.
Cóż może być dziś ważniejszego w świecie apoteozującym zło i przez granie złem załatwiającym swoje własne sprawy; co może być ważniejszego niż przyjaźń, wzajemność, pozostawanie w odpowiedzi wobec drugiego człowieka.
Czy, jeżeli ponad naszymi głowami wywoływane są wojny, które jeszcze i jeszcze raz burzą porządek "starego świata" po to żeby na jego zgliszczach zbudować "brave new world", czy nie powinniśmy my, ludzie wielkiej wyobraźni i małej siły sprawczej, czy nie powinniśmy przycupnąć, przyczaić się, schronić w jakimś "podateńskim lesie", jak azylanci, by odczyniać tam święte przymierza przyjaźni, wzajemności, pobratymstwa i "naszych normalnych ludzkich spraw"?
Czy taką oaza na wiarę w sztuce, na nadzieję w sztuce, na miłość w sztuce, w sztuce teatru nie mógłby być ten Festiwal ?
Jeżeli nie, to niech sczezną festiwale!
